„Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko na paluszkach…”

Festiwal „Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko na paluszkach…” bierze swój tytuł z wiersza Janusza Jęczmyka, a tak naprawdę słowa te żyją w nas dzięki muzyce Zygmunta Koniecznego i piosence śpiewanej jako hymn „Piwnicy pod Baranami”.

Wydarzenie tworzymy z myślą o wszystkim, co wiąże się z wiekiem podeszłym – z jego blaskami i cieniami, z jego gloriami i goryczami.

Trudno godzić się z jednym z szaleństw dzisiejszych czasów, które zwariowały na punkcie admiracji, afirmacji i uprawiania kultu (bałwańskiego) – młodości.

Wszystko wokół ma być dziś młode, Młodziakowe – jak w wyśmiewanym przez Gombrowicza symbolu zdziecinnienia (pupy) i społecznej maski (gęby).

Nośnikiem mądrości ma być nastoletniość czy nawet – kilkuletniość.

Nośnikiem wiary w życie ma być gloryfikacja żywiołu sprawności i witalności Przypominająca koszmarne egzaltacje szczenięctwem i cielęcością adolescencji, na wzór komsomolstwa i ……jungend.

„Co tak dudni, co tak grzmi?

Niebo huczy, ziemia drży.

Czy wichura groźna dmie,

czy to burza idzie? Nie!

To idzie młodość, młodość, młodość (…)”

Kaplicą jest dziś siłka. Manifestacją tego, co „starsze” jest – dziś – botoks.

Tymczasem to Pora Zmierzchu, agon jest misterium, które odsłania, dokąd idziemy, a także – skąd przyszliśmy.

Wtedy to bowiem „Dwie rzeczy napełniają umysł (….) coraz to nowym i wzmagającym się podziwem (…): niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie”.

A to „młode”? Czy nie jest przypadkiem „pożytecznym idiotą” w rękach Losu?

40 lat temu, w okresie Wypraw, otaczania troską i opieką Starców, rozpowiadaliśmy, że zerwanie pępowiny między Młodością a Starością, między Pacholęctwem a wiekiem sędziwym może być jedną z przyczyn szaleństw I klęsk współczesnego świata.

„…przywilejem starości, wtedy, kiedy stoi ona u progu śmierci, jest jeszcze jeden rozbłysk. Trzeba uchwycić to światło…” (z 1977 г.)

Włodzimierz Staniewski