Komedię „Lizystrata” napisał Arystofanes i wystawił w roku 411 pne, w czasie drugiej wojny peloponeskiej między Atenami i Spartą.
Tytułowa bohaterka postanawia zakończyć wojnę, namawiając kobiety do zjednoczenia się w odmowie współżycia z mężczyznami. Płciowego! Ma to skłonić ich do uległości i pacyfizmu. Skutkuje jednak licznymi perypetiami. Komediowymi.
Kobiety biorą i dzierżą władzę. Mężczyźni są upokarzani.
Słownictwo – jak z reguły u Arystofanesa – obsceniczne.
Vide: W momencie wypowiadania wulgaryzmów aktywna jest prawa półkula mózgu (w obszarze odpowiadającym za emocje i nagłe sytuacje) oraz układ limbiczny. Używając wulgaryzmów, ludzie rzadziej się mylą i dłużej analizują słowo w porównaniu do wyrazów neutralnych..
Spektakl jest tańczony i śpiewany, w kostiumach nawiązujących do obrazu „Kobiety z Amfissy” Lawrence Alma Tademy oraz projektów Aubreya Vincenta Beardsleya.
Z aluzjami do czasów dzisiejszych.
Lizystrata to protest show. Przeciw wojnie.
(Nawiasem i w strachu mówiąc – wojna jest dziś wszędzie.) Arystofanes odczynia swoje komediowe misterium by krzyczeć na całe gardło, iż wojna to obłęd, to bestia, godzilla, którą trzeba zdusić każdym możliwym sposobem.
Arystofanes czyni to w swoim stylu, zgodnie z prawidłami arystofanejskiego gatunku. Nie szczędzi widzowi zbereźnych słów, obscenicznych zachowań, rozbieranek i bezceremonialnych konfrontacji między tzw. „babami“ a tzw. „chłopami”.
W komedii kapie od obcesowosci i pantagruelizmów. Jak w dzisiejszym sejmie, na ulicznej demonstracji czy zbiorowej wycieczce do Egiptu. Z tą różnicą, że u Arystofanesa mamy sztukę i pewne dążenie moralne oraz – uwaga – bezlik encyklopedycznych wstawek. U dzisiejszych świntuszek i świntuszków zaś tylko rynsztok. Wybraliśmy najdelikatniejsze z możliwych tłumaczeń.
Za wyzierającą z tekstu i kontekstu jędrność oraz dozwolony od lat 16-stu wstęp, przepraszamy ale zwalamy winę na Arystofanesa.